Nawet do 10 lat więzienia grozi Jackowi Bromskiemu, wieloletniemu prezesowi Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W wyniku kontroli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ujawniono szereg nieprawidłowości, których przez dekady zarządzania instytucją miał dopuszczać się znany producent.
Producent "Kariery Nikodema Dyzmy" ma kłopoty
Jacek Bromski od 1996 r. pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich, jednak na początku tego roku zakończył trwającą od niemal trzech dekad karierę. Producent i reżyser takich filmów, jak “To ja, złodziej”, “Kariera Nikosia Dyzmy” czy “U Pana Boga w ogródku” został oskarżony o szereg malwersacji finansowych przy zarządzaniu instytucją, a w wyniku kontroli, którą przeprowadziło niedawno Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ujawniono, że na przestrzeni ostatnich lat Bromski wraz z dyrektorką biura SFP Ewą Szachą-Głuchowicz nieprawidłowo rozporządził milionowymi kwotami.
“Wieloletni prezes Jacek Bromski potraktował SFP jak dojną krowę” – stwierdzono na łamach “Gazety Wyborczej”. Według ustaleń dziennikarzy, Jacek Bromski w okresie 2020-2023 jako prezes instytucji zarobił aż 3,7 miliona złotych. Jego bliska współpracowniczka zaś, uwzględniające premie i nagrody, miała zainkasować przez ten czas aż 5,6 mln zł.
Bromski - "car polskiego kina"
Co więcej, środki Stowarzyszenia Filmowców Polskich miały być przeznaczane także na zakup alkoholu – łączna kwota wydatków w tym zakresie wyniosła według raportu 1 mln 245 tys. zł. Dodatkowo stowarzyszenie, kierowane przez Jacka Bromskiego, dysponowało flotą 12 samochodów, w tym czterema Lexusami oraz Porsche. Z doniesień osób z branży wynika, że Bromski przez dekady zarządzania organizacją czuł się nietykalny.
Skłócony z nim krytyk Łukasz Maciejewski określił go mianem “cara polskiego kina”, przy okazji trwającej afery ujawniając, że ten miał mu wielokrotnie grozić.
– "Ja pana zniszczę", usłyszałem od Jacka Bromskiego. Głos był podniesiony, spojrzenie przenikliwe. Chociaż minęło wiele lat, był rok 2014, wciąż czuję niepokój, kiedy o tym piszę. Sytuacja wydarzyła się na festiwalu w Gdyni, na bankiecie TVP, bankiecie nonsensownie wymyślonym na plaży, Bromski podszedł do mnie i mnie zwymyślał. Był carem polskiego kina, w jego mniemaniu mógł sobie na to pozwolić – wspominał w facebookowym wpisie Maciejewski.
Fot. Jacek Bromski/PAP
Salonik24
Inne tematy w dziale Kultura