"Żarty się skończyły. Dziś zamknięte. Zamykamy się na jeden dzień. Nie publikujemy nowych artykułów" - przekazała redakcja oko.press na swojej stronie głównej. Portal zablokował dostęp do swoich treści na jeden dzień, chcąc zachęcić czytelników do wpłat na utrzymanie.
W środę 2 kwietnia lewicowo-liberalny portal OKO.press wstrzymał swoją działalność na 24 godziny. To nie awaria a symboliczny apel w postaci protestu do czytelników o pomoc finansową. Serwis zniknął z sieci na jeden dzień, by przypomnieć, że jego dalsze istnienie zależy od wsparcia publicznego.
"Dziś zamknięte” – apel o 1,5 proc. i darowizny
Na stronie głównej OKO.press pojawił się komunikat o treści: "Żarty się skończyły. Dziś zamknięte. Zamykamy się na jeden dzień. Przez 24 godziny OKO.press nie istnieje. Ale jeśli zabraknie nam środków, ten dzień stanie się rzeczywistością – na zawsze”.
Redakcja tymczasowo zablokowała dostęp do wszystkich artykułów, w tym bieżących depesz i analiz, prosząc czytelników o comiesięczne wsparcie finansowe lub przekazanie 1,5 proc. podatku dochodowego na rzecz Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO, będącej wydawcą portalu.
Oko.press: To nie szantaż
OKO.press informuje, że serwis utrzymuje się wyłącznie z datków – nie przyjmuje pieniędzy od polityków, państwowych instytucji ani dużych korporacji. W zamian oferuje czytelnikom regularne treści o charakterze śledczym, publicystycznym i analitycznym.
"Tydzień w tydzień publikujemy około 50 ekskluzywnych, pogłębionych tekstów, a do tego prawie drugie tyle krótszych depesz” – wylicza zespół redakcyjny. Jak dodaje, daje to objętość porównywalną z sześcioma numerami papierowych tygodników społeczno-politycznych miesięcznie.
W redakcji OKO.press pracują 34 osoby na etacie, a portal współpracuje z wieloma autorami zewnętrznymi. Koszty działalności są więc wysokie, a przyszłość portalu – niepewna bez zaangażowania czytelników.

Fot. Unsplash/zdj. ilustracyjne
Red.
Inne tematy w dziale Kultura