Była dyrektor Biura Prezesa Rady Ministrów za czasów Mateusza Morawieckiego - Anna W. - od stycznia przebywa w areszcie w związku z tzw. aferą RARS. Kobieta usłyszała zarzuty korupcyjne i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Od kilku dni dyskutuje się nad sposobem jej zatrzymania - potraktowano ją jak najgorszego przestępcę. Jej 13-letni syn, będący w spektrum autyzmu, miał podjąć próbę samobójczą. Teraz prokuratura stara się o uzyskanie sądowej pieczy zastępczej dla dziecka. Obrona Anny W. nie zostawia suchej nitki na postawie śledczych.
Anna W., jej mąż Marek W. oraz PR-owiec Paweł K. zostali zatrzymani przez CBA w styczniu. Prokuratura zarzuca byłej urzędniczce przyjęcie 3,5 mln zł łapówki w zamian za wpływanie na przetargi dotyczące zakupu agregatów prądotwórczych dla Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. W tej samej sprawie zarzuty usłyszeli m.in. Michał Kuczmierowski, były szef RARS, oraz właściciel firmy Red is Bad – Paweł Szopa. Annę W. zatrzymano na podstawie zeznań małego świadka koronnego, czyli Szopy. Jego pełnomocnikiem jest Jacek Dubois.
Zeznania Szopy ws. Anny W.
"Te pięć milionów, które chciała Anka W., to była prośba, nie żądanie. Ona pierwsza zwróciła się do mnie o pieniądze. Na tym spotkaniu nie ustaliliśmy, w jakiej formie i kiedy dokładnie mam jej przekazać te pieniądze. Temat tych pieniędzy był palący, ona mówiła, że są jej potrzebne na już, za chwilę. (…) Rozmowa o tych pięciu milionach na kampanię była krótka. Ona zapytała, ile zarobiłem na agregatach, po czym powiedziała, że potrzebuje 5 mln zł i ja się zgodziłem. Nie wnikałem w konkrety, na co to ma pójść. (…) Wyglądało to tak, że był do niej telefon na WhatsAppie, że potrzebuje tyle i tyle, ja to wpłacałem i przekazywałem pieniądze. Za każdym razem ona mówiła, podawała kwotę, ja wypłacałem pieniądze z banku i później przekazywałem jej mężowi. Tych wypłat było 4-5, łącznie to było chyba 3 mln 600 tys. Pieniądze odbierał jej mąż Marek, którego znałem wcześniej. Pieniądze przekazywałem mu zawsze na mojej działce w Nowym Prażmowie" - cytowała Republika treść zeznań Szopy złożonych w prokuraturze.
- Po tym, jak wypłaciłem ostatnią kwotę, czyli łącznie 3,5 mln, ja zapytałem, co z kwotą, czyli 1,5 mln. Ona powiedziała, że to, co dotąd zostało wpłacone, jest już wystarczające. Zresztą było już po wyborach. Po przegranej przez PiS wyborach nie było już rozmowy o przekazaniu żadnych pieniędzy. Anna nie mówiła, na co konkretnie poszły wypłacone środki, cały czas mówiła ogólnie o kampani - dodał przedsiębiorca, który współpracuje z organami ścigania.
W innym fragmencie, dotyczącym zleceń na rzecz RARS i dwóch spotkań w KPRM w obecności ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego w 2023 r., biznesmen wyznał, że trzymał pieniądze na łapówki na firmowym koncie i nigdy ich nie wypłacił. Nie wiadomo, co miała zrobić z milionami złotych Anna W. Ma to ustalić prokuratura w toku śledztwa i udowodnić, że doszło do wręczenia korzyści majątkowej.
Kajdanki w transporcie na przesłuchanie
Jak informował portal wPolityce.pl, Anna W. została doprowadzona na jedno z przesłuchań w kajdankach założonych nie tylko na ręce, ale też na nogi. Jej obrońca, mec. Krzysztof Wąsowski, nazwał sytuację "upokarzającą” i „bezprecedensową”, porównując sposób konwojowania klientki do traktowania „Hannibala Lectera”. – To się nie mieści w żadnej głowie. Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, które tłumaczyłyby takie traktowanie – mówił adwokat, dodając, że funkcjonariusze mieli jedynie wykonywać polecenia przełożonych.
Prokururatura zdementowała, by podczas przesłuchania 27 marca podejrzana miała na sobie kajdanki. Jednak, jak zauważyła obrona Anny W., sytuacja nie dotyczy przesłuchania, a doprowadzenia na czynności.
- Pewne jest tylko to, że Pana tam nie było. A ja byłem. I widziałem. Pani Ania została doprowadzona przez Policję z kajdankami na nogach i rękach. Więc proszę nie pisać nieprawdy. Nie wnioskowaliśmy o widzenie matki z synem przez więzienną kratę. Naprawdę nietrudno zrozumieć czemu - przekazał Adam Gomoła, mecenas kobiety w odpowiedzi na opinię Jacka Harłukowicza z Onetu, który od wielu tygodni podaje ustalenia śledczych ws. afery wokół RARS i kwestionuje doniesienia niekorzystne dla wizerunku prokuratury.
Zaburzona terapia 13-latka z autyzmem
Obrońca Anny W. ujawnił również, że jej 13-letni syn, chłopiec z zespołem Aspergera i ADHD, próbował popełnić samobójstwo. Do dramatycznych informacji adwokat miał dotrzeć w dniach 23 i 26 marca – relacjonował, że chłopiec chciał targnąć się na życie nożem. Mecenas Wąsowski podkreśla, że chłopiec jest całkowicie zależny od matki, która od lat uczestniczy w jego terapii. To standard w terapii dziecka autystycznego, które korzysta z pomocy logopedów, neurologopedów, psychologów, psychiatrów, a nierzadko i rehabilitantów.
– Jest trzymana i torturowana zdrowiem, wręcz życiem swojego dziecka, żeby działała w sposób zgodny z oczekiwaniami prokuratury. To jedyne racjonalne wytłumaczenie tej sytuacji – stwierdził.
W swoim pisemnym oświadczeniu Anna W. także apelowała o możliwość spotkania z synem. Twierdzi, że po dwóch miesiącach jej nieobecności stan dziecka cofnął się do punktu wyjścia, mimo wieloletniej terapii przynoszącej efekty.
Prokuratura kontra obrona ws. kontaktów Anny W. z synem
Prokuratura w odpowiedzi na zarzuty twierdzi, że podejrzana i jej mecenasi nie złożyli wniosku o widzenie z 13-letnim synem. Ujawniła też prawdziwe imię chłopca, które było zmienione w wypowiedziach dla mediów przez obrońców Anny W.
- Przebywającą w areszcie Anna W. (matka chorego 13 letniego syna, którego imię było konsekwentnie zmieniane ze względu na jego prośbę - niestety w poniższym komunikacie rzecznik prokuratory postanowił je ujawnić, co może rodzić dodatkowe obciążenie dla małoletniego) ze względu na stan psychiczny swego syna, nie chcąc powodować dalszego jego regresu, nie występowała i nie planuje występować o widzenie z synem w warunkach aresztowych. Niezbędny dla ratowania egzystencji syna jest CODZIENNY KONTAKT matki z jej chorym synem w WARUNKACH DOMOWYCH (wydaje się to oczywiste, ale chyba nie dla prokuratury sądząc po poniższym stanowisku...) - odpowiedział Wąsowski.
Tajemniczy biegły i groźba pieczy zastępczej nad dzieckiem
Śledczy utrzymują, że zlecili biegłemu przygotowanie opinii na temat stanu 13-latka ze spektrum autyzmu w kontekście dalszej egzystencji bez opieki matki. 13-latkiem zajmuje się mąż przebywajacej w areszcie, Marek W. On również jest podejrzanym w śledztwie. Obrona odpowiada, że ów biegły nie kontaktował się z nią ani z rodziną dziecka.
Prokuratura poinformowała też, że "w dniu 31 marca 2025 r. prokurator złożył wniosek do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Południe w Warszawie, V Wydział Rodzinny i Nieletnich o wydanie zarządzenia opiekuńczego dotyczącego Ksawerego W. z uwagi na możliwe zagrożenie dobra małoletniego. Zgodnie z art. 109 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego jeżeli dobro dziecka jest zagrożone, sąd opiekuńczy wydaje odpowiednie zarządzenia". Tłumaczy to troską o małoletniego i wiadomościami o próbie samobójczej, jakiej miał dokonać chłopiec. W efekcie rodzina Anny W. i Marka W. mogą stracić dziecko z głębokim niedorozwojem.
"Gdyby ona była tak mądra..."
Jest też inny aspekt sprawy Anny W. w toku dyskusji o tym, czy jest to areszt wydobywczy. Mecenas Roman Giertych, poseł Koalicji Obywatelskiej, napisał kilka dni temu wprost: "Gdyby ona była tak mądra jak dyrektor Tomasz Mraz, to dzisiaj mielibyśmy wniosek o uchylenie immunitetu prawdziwego beneficjenta, a ona zajmowałaby się synem". Mraz jest małym świadkiem koronnym w śledztwie wokół Funduszu Sprawiedliwości. "Prawdziwym beneficjentem" w nomenklaturze Giertycha okazałby się Mateusz Morawiecki. Anna W. nie przyznaje się do winy i nie obciąża byłego premiera.
- W sprawie Anny W. śledztwo trwa już tyle miesięcy, że prokuratura powinna mieć dawno zebrane i zabezpieczone materiały dowodowe. I na nich pracować, a nie na podejrzanej.
Ergo. Nie ma powodów trzymać jej w izolacji; nie zachodzi też ryzyko mataczenia w śledztwie, bo będąc w związku z drugim podejrzanym - co mieli ustalić dawno ewentualnie ustalili.
Przetrzymywanie kobiety w areszcie wskazuje, że albo prokuratura nie zdobyła i nie zabezpieczyła jeszcze materiałów dowodowych do analizy, przez wiele miesiecy - a to dyskwalifikuje prokuratora, albo ich nie ma i chodzi o wymuszenie zeznań - podsumował dziennikarz Wojciech Wybranowski.
Fot. Anna W., była dyrektor Biura Prezesa Rady Ministrów
Red.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo