fot. PAP/Tomasz Gzell
fot. PAP/Tomasz Gzell

Były dyrektor w MSZ o aferze wizowej: Chcą mnie wrobić. Decyzje zapadały na Nowogrodzkiej

Redakcja Redakcja Sejm i Senat Obserwuj temat Obserwuj notkę 56
- Politycy PiS twierdzili, że ma afery wizowej, nie ma nawet aferki. Nie ma jednej afery wizowej, jest wiele afer wizowych, które nakładają się na siebie, w pewnym zakresie krzyżują się w węzłowych punktach wspólnych, a w innych zajmują autonomiczne pola składające się jednak na pewien całościowy obraz - mówił były dyrektor w MSZ Jakub Osajda.

Jakub Osajda przed  komisją ds. afery wizowej

Osajda do 15 września 2023 r. pełnił funkcję dyrektora biura prawnego i zarządzania zgodnością MSZ.

Przyszedł on na przesłuchanie z pełnomocnikiem. Były dyrektor w resorcie przekazał, że o szczegółach afery wizowej dowiedział się z mediów, że "bez żadnej woli został wplątany w rozgrywki polityczne na najwyższym szczeblu" i "próbuje się robić z niego kozła ofiarnego".

Jak powiedział przed rozpoczęciem posiedzenia szef komisji Michał Szczerba, Osajda był jedną z osób zaangażowanych w pomysł utworzenia centrum wizowego w Łodzi; przyjaźnił się też z Edgarem Kobosem, który razem z Wawrzykiem usłyszał zarzuty w śledztwie prowadzonym przez prokuraturę w Lublinie.

Osajda twierdzi, że temat próbowano ukryć i zamieść pod dywan.

- Politycy PiS twierdzili, że ma afery wizowej, nie ma nawet aferki. Nie ma jednej afery wizowej, jest wiele afer wizowych, które nakładają się na siebie, w pewnym zakresie krzyżują się w węzłowych punktach wspólnych, a w innych zajmują autonomiczne pola składające się jednak na pewien całościowy obraz - mówił były dyrektor w MSZ.

Oglądaj na żywo:

Były dyrektor w MSZ mówi o zaniedbaniach

Jak podkreślił Osjada, obok afery wizowej mamy do czynienia także ze "zwykłym partactwem legislacyjnym i niedopełnieniem obowiązków przez wysokich politycznych funkcjonariuszy". Były dyrektor w MSZ wymienił, że chodzi m.in. o takie zaniedbania, jak procedowanie projektu ustawy bez żadnych konsultacji wewnątrzresortowych z pominięciem etapu uzgodnień, konsultacji, a "finalnie zatajenia kosztowego charakteru ustawy o służbie zagranicznej".

W jego ocenie próbowano go wrobić w aferę, choć nie był w nią zamieszany, a decyzje w tej sprawie "podejmowano na Nowogrodzkiej". Zdaniem Osajdy ówczesny szef sztabu wyborczego PiS Joachim Brudziński miał stwierdzić, że "jest w sztabie po to, żeby walczyć o Polskę i nie będzie umierał za MSZ".


Osajda: Próbowano mnie zastraszyć

- Moje nazwisko w ogóle nie powinno było się pojawić w mediach w związku z aferą wizową, a jakiekolwiek łączenie mojej osoby z działaniami w przedmiocie Piotra Wawrzyka jest nieuzasadnione i krzywdzące - dodał Osajda.

W jego ocenie, próba przypisania jego nazwiska do tej sprawy, "jako przyczyna kłopotów Wawrzyka", było "elementem zasłony dymnej i dezinformacji". Twierdzi też, że próbowano go zastraszyć. Po odwołaniu go ze stanowiska miał kontaktować się z nim oraz z jego ciężarną żoną przedstawiciel resortu, by upewnić się, że Osajda nie będzie rozmawiał z mediami. - Podawał mi przykłady polityków PiS, którzy zostali zniszczeni po skontaktowaniu się z mediami - mówił urzędnik.

W poniedziałek zostanie też przesłuchana Maria Wiktoria Raczyńska, która była asystentką ówczesnego wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka.

Komisja śledcza ds. afery wizowej bada nadużycia, zaniedbania i zaniechania w zakresie legalizacji pobytu cudzoziemców na terytorium Polski, a także ma ustalić liczbę i tożsamość osób, które nielegalnie przekroczyły granicę RP, lub wobec których zalegalizowano pobyt w wyniku nadużyć. Komisja ma też ocenić umowy pośrednictwa wizowego. Chodzi o okres od 12 listopada 2019 r. do 20 listopada 2023 r.

ja

Na zdjęciu były Dyrektor Biura Prawnego i Zarządzania Zgodnością Ministerstwa Spraw Zagranicznych Jakub Osajda, fot.      PAP/Tomasz Gzell

Czytaj także:

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj56 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka