– Wojna na Ukrainie nie jest tylko konfliktem militarnym, lecz także wojną informacyjną, a to obszar, w którym Rosja tradycyjnie jest dobra. Stąd tak ważne jest, żeby pokazywać prawdziwą wersję i sprawiać, by ludzie rozumieli nasze stanowisko. I stąd również te skoordynowane wysiłki Wielkiej Brytanii i USA, by podważać rosyjską narrację i wskazywać, dlaczego jest ona nieprawdziwa – mówi Rimmer, który jest obecnie wykładowcą w Departamencie Studiów nad Wojną w King's College London.
Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju: Nie grozi nam żadne bankructwo
Morawiecki dla "Bilda": Nie podałbym ręki Gerhardowi Schroederowi. Nie wie, co to wstyd
"To przypomina masakrę w Katyniu"
Brytyjski wojskowy wskazuje, że sposób działania Rosjan nie zmienił się od dziesięcioleci - najpierw mówią, że coś jest fejkiem, a potem, że to zrobił ktoś inny.
To przypomina masakrę w Katyniu, gdzie Rosjanie zabili Polaków, a później twierdzili, że zrobili to Niemcy
– powiedział Rimmer.
Wojna informacyjna z Rosją
Dlatego przekazywanie informacji jest też dostosowywaniem się do współczesnych czasów, gdzie jest bardzo wiele publicznie dostępnych źródeł, co jest ogromną różnicą w stosunku do przeszłości.
– Jeśli spojrzeć na kubański kryzys rakietowy, były wykonane z powietrza przez Amerykanów zdjęcia, które pokazywały rosyjskie rakiety na Kubie. Nikt inny nie miał dostępu do tego, ale to było bardzo przekonujące. Teraz ze względu na dostępność zdjęć z komercyjnych satelitów, dziennikarze, naukowcy czy zwykli obywatele sami mogą to zobaczyć i dojść do własnych wniosków. Ale to też powoduje, że jest stałe podawanie informacji przez agencje wywiadowcze, które próbują opowiedzieć historię i odpowiadać na rosyjską dezinformację – mówi.
Rzetelność informacji zachodniego wywiadu
Rimmer zwraca uwagę, że rozwój wydarzeń uwiarygodnił służby wywiadowcze w oczach opinii publicznej. – Jeszcze zanim Rosja napadła na Ukrainę, brytyjskie i amerykańskie służby wywiadowcze były bardzo stanowcze w mówieniu, że Rosja faktycznie zamierza dokonać inwazji. Nie - że mogą dokonać inwazji czy że jest to pokaz siły. Pokazywały, że Rosjanie gromadzą wojska na granicy z Ukrainą, budują szpitale polowe przy granicy, co nie jest potrzebne do ćwiczeń. Gdy inwazja się zaczęła, ludzie zobaczyli, że to, co służby mówiły, że się wydarzy, faktycznie nastąpiło i to ustawiło je na silnej pozycji, jeśli chodzi o wiarygodność – wskazuje.
Ekspert wyjaśnia, że przekazywanie przez wywiady informacji ma na celu dwie rzeczy - po pierwsze pomaga informować opinię publiczną, dziennikarzy, think-tanki o tym, co się naprawdę dzieje i co może się wydarzyć, ale też demaskowanie planów Rosji, stawianie jej w trudnej sytuacji, zmuszanie jej do odstąpienia od tych planów.
"Jesteśmy wstanie rozbroić rosyjską narrację"
Rosjanie są, albo raczej byli do tej pory, bardzo dobrzy w rozpowszechnianiu swoich historii i podważaniu innych wersji. Ale jeśli spojrzeć na masakry, które są odkrywane w takich miejscach jak Bucza czy Irpień, jesteśmy w stanie pokazać ciała leżące na ulicach, zdjęcia satelitarne z okresu rosyjskiej okupacji, które dowodzą, że te ciała tam były, kiedy byli tam Rosjanie. Należy się spodziewać, że to samo będzie w innych miejscach, że w Mariupolu zobaczymy to samo. Odkryją ciała i będą twierdzić, że ci ludzie zostali zabici przez Ukraińców i że to Ukraińcy są odpowiedzialni za niszczenie miast
– przewiduje Rimmer.
Czytaj dalej:
B. prezydent Ukrainy w TVN wychwala Lecha Kaczyńskiego. „Prowadził Polaków do przywództwa”
PAŻP zgodziła się na postulaty kontrolerów. Na jakie wynagrodzenie mogą liczyć?
KE chce uniezależnienia Unii od rosyjskich surowców. Ale możliwy jest rozłam
Putin grozi Zachodowi „błyskawiczną reakcją”. „Mamy wszystkie narzędzia”
Komentarze
Pokaż komentarze (4)